Zimny Guiness i zywa gitarra…  

…to to co tygryski lubia najbardziej. Tak wlasnie dzisiaj wygladal nasz wieczor, z tym, ze Natalia raczyla sie Pimm-sem a nie Guinessem. Niewielka knajpka na King’s Cross goscila czworo artystow, ktorzy zagrali po dwa wejscia. My – czyli Natalia, Damian, Jan i ja – kibicowalismy Basi, ktora “skrzypiala” dla Kinzli, ale pozostali tez byli dobrzy. Zwlaszcza przypadl mi do gustu pan Ashley Hicklin, ktorego pierwszy numer to skrzyzowanie wokalu Damiana Rice-a i gitary Jimmy’ego Page’a. Bylby to naprawde udany wieczor gdyby nie fakt, ze w drodze powrotnej przypomnialem sobie, ze musze wyprasowac koszule na jutrzejsze spotkanie z klientem… a rano musze sie ogolic… i wstac wczesniej niz zwykle… MASAKRA!!!

Zostaw odpowiedz