Jak przyjemnie w letniej porze….
piątek, Kwiecień 18th, 2008Jak w kazdy dzien tygodnia, poslusznie wstalem do pracy. Z tym poslusznie to troche przesadzilem bo wstalem dopiero po trzykrotnym przestawianiu budzika o 10 minut wprzod, ale i tak wyrobilem sie na 9:06
Wchodze na nasze podworko i cos mi nie pasuje, ale w tej chwili jeszcze nie wyczulem co. Zostawilem klamoty przy biurku i zabralem sie za wykonywanie kolejnego punktu mojej codziennej rutyny – zakupu swiezych buleczek. Wracam zatem na dwor i znowu cos mi nie pasi, tym razem jednak juz wiedzialem co mnie tak meczy: Na naszym podworku strasznie dryfi! Rozjerzalem sie do okola za kupa, bo to ze ludziom zdaza sie posikac na naszym podworku to standard, ale nic nie widze. Ide dalej ale smrod mnie nie opuszcza, wchodze do sklepu i to samo. Dyskretnie, upewniwszy sie, ze nikt tego manewru nie widzi, spojrzalem na wlasne podeszwy. Czyste! Co do licha (w mojej glowie zabrzmialo to dosadniej, ale lepiej uwazac, bo moze dzieci czytaja…).



