Rozprawka: angielska zima a moja d..a  

Od kilku dni trwa angielska zima – czyli przenikajace zimno (choc jest tylko -1) oraz ani sladu sniegu. Za to duzo wiatru i czasami deszczu. Zdecydowanie wole nasze polskie -15 niz to angielskie -1. Ale to jeszcze jest do zniesienia! Najgorsze, ze nasze urocze poddasze za Chiny nie chce sie nagrzac. Jest tak zimno, ze siedzimy z Nataliowa po obu stronach elektrycznego piecyka i tylko gapimy sie na powtorki Przyjaciol. Przy komputerze zadne z nas nie siedzi, bo palce zamarzaja przy pisaniu a myszke trzeba najpierw potrzymac miedzy nogami, zeby dala sie dotknac ;) Poranne wstawanie tez nie nalezy do najprzyjemniejszych, zwlaszcza, ze roznica temperatur “pod koldra”-”poza koldra” to tropikalne 20 stopni!!! Nie zrozumcie mnie zle, ja wcale nie narzekam, tylko kazdy wpis trzeba jakos zaczac :)

Przyslowiowa “wisienka na torcie” calej tej sytuacji jest fakt, ze moj samochod jest w warsztacie i musze dojezdzac do pracy autobusami. Dzisiaj zajelo mi to 1,5h z czego 0,5h to stanie w deszczu w oczekiwaniu na autobusy. Musze ze skrucha przyznac, ze sie moja wygodna dupa przyzwyczaila do luksusow. Samochod rano stoi pod domem, a po 5 minutach jazdy jest juz dobrze nagrzany. Muzyczka sobie gra, nikt mi sie z wozkiem dzieciecym nie laduje do tylu i nie musze sie zatrzymywac co 200m, zeby wpuscic mokrych i przemarznietych pasazerow. Przy najgorszych wiatrach i tak jestem w pracy w ciagu 45 minut, co w porownaniu do autobusu to szybkosc warp 1.

Na tyle sie juz przyzwyczailismy do samochodu, ze nasze wczorajsze ambicje wyskoczenia wieczorem do kina spalily na panewce majac perspektywe podrozy autobusem. Angelina bedzie musiala na nas poczekac do nastepnego tygodnia.

W celach scislosci historyczno-chronologicznej dodam tylko, ze ostatni weekend sponsorowany byl przez literki A jak alkohol, U jak urodziny Anety oraz D jak “andrzejkowy dancing dla rodzicow polskiej mlodziezy szkolnej w wieku 7-14 lat w szkole podstawowej na East Finchley, gdzie nie zabraklo folklorystycznych akcentow: panie lezace na parkiecie, panowie przesadzajacy z wodka i innymi mamami oraz standardowo – malej rozruby z krwawym finalem i interwencja policji“. Dla mnie skonczylo sie to: nie na kilku piwkach jak sobie obiecywalem, wojna na ciastka, godzinnym czekaniem na taksowke, aktywujaca zawartosc zaladka podroza taksowka oraz wyladowaniem w lozku z Damianem ;)

Aneta z chlopcami

Aneta z chlopcami

Dziewczeta z EOG

Dziewczeta z EOG

Ja z solenizantka

Ja z solenizantka

Na dancingu aparatow nie bylo :)

Na dancingu aparatow nie bylo :)

Zostaw odpowiedz