Mustang (ostatni raz w tym roku)  

Wiem, ze troche juz przynudzam z tym mustangiem ale chyba lepiej, niz gdybym mial zainteresowania typu: pocztowki, suszone motyle albo trainspotting ;) Zaznaczam, ze nie mam nic naprzeciwko ciuchciom a zwlaszcza kolejkom elektrycznym ;)

Pomimo niesprzyjajacej aury udalo mi sie namowic Nataliowa na asystowanie mi przy moim sobotnim projekcie. Wprawdzie najwieksze mrozy ostatnich dni troche odpuscily i sloneczko rozgonilo wszystkie chmurki to jednak zima trwa.W tym jeszcze roku, z ktorego realnie zostaly mi dwa weekendy, musialem odstawic auto do warsztatu na zime.  Postanowilem wiec ostatni raz wziac konika i popedzic go przez opuszczone drogi w okolicach Dorking. Zapakowalismy termos cieplej herbaty, czapki i rekawiczki oraz kamere i wyruszylismy w poszukwianiu urokliwych i odosobnionych miejsc, zeby nakrecic filmik. Tutaj naleza sie WIELKIE calusy dla Nataliowej za jej wytrwalosc i zapal do pracy. Bidulka wystala sie po krzakach z kamera w reku czekajac az wielkie cielsko mustanga przetoczy sie przed obiektywem i potem czekala az to samo cielsko znajdzie wystarczajaco duzo miejsca zeby zawrocic i ja odebrac. Tak zeszlo nam kilka ladnych godzin. Ja za kolkiem jako Steve McQueen a Nataliowa jako operator kamery.

A rezultat naszej pracy wyglada tak:

Farewell

W niedziele natomiast plan byl taki, ze odstawie auto do Damona (to facet, ktory bedzie przeprowadzal prace renowacyjne na moim rumaku). Damon ma swoj warsztat jakies 90km od nas i dogadalem sie z Adasiem, ze pojedzie za nami drugim autem i potem wrocimy razem. Rano podskoczylem jeszcze na male spotkanie parzystokopytnych klasykow na Wimbledonie i w drodze powrotnej zahaczylem o myjnie (kun sie lekko zabrudzil po wystepie w filmie :D ). Juz w drodze na myjnie cos niedobrego zaczelo sie dziac z maglownica, ktora poddala sie kompletnie w momencie gdy chcialem opuscic myjnie :/ Chlopaki z myjni, recznie skrecajac kola, pomogli mi wymanewrowac auto i jakos zaparkowac je na chodniku. Nie bardzo wiedzac co robic dalej zadzwonilem po Adasia, ktory prosto z pracy przyjechal po mnie. W trakcie przypomnialem sobie, ze przeciez mam wsparcie drogowe wliczone w moje ubezpieczenie i czas z niego skorzystac :) . Zadzwonilem po nich i w jakas godzinke przyslali lawete, ktora okazala sie bezuzyteczna (to ta, ktora podnosi auto za dwa kola i holuje je po drodze ale, ze nie bylo sterowania nie moglismy auta w zaden sposob zaczepic, poza tym byloby to dosyc niebezpieczne) , wiec zamowili mi inna, ktora mogla polknac cale auto na poklad. W miedzyczasie Adas odstawil mnie do domu gdzie mielismy zjesc obiad ale pan laweciarz pojawil sie za szybko :( Jako miejsce docelowe wskazalem mu warsztat do ktorego oryginalnie zmierzalem i tylko musialem pojechac z gosciem, zeby go pilotowac. Wskoczylismy wiec w moj codzienny samochod i ruszylismy w podroz. Ja i Natalia otwierajac konwoj, potem laweta a na koncu biedny zagubiony mustang, ktory tylko moze jechac prosto :)

Tak oto skonczyla sie moja przygoda z mustangiem w tym roku. Mam jednak przeczucie, ze to moze nie koniec klasykow w tym roku. W Polsce przeciez tez sa wariaci, ktorym marza sie roznego rodzaju bestie. Np. Junak z 1966…

Mustang ponad wszystko ;)

Mustang ponad wszystko ;)

Odpowiedzi 3 na wpis “Mustang (ostatni raz w tym roku)”

  1. Adhe napisal(a):

    Chciałem powiedzieć że bardzo podobał mi się film, trochi smutnawy ale pewnie i taki był zamiar twórcy.
    Dobra muza a sam koniec wycisną prawie łzę….;). Pozdro

  2. Brat napisal(a):

    Zapaleńców w Polsce nie brakuje….Potwierdzam, a marzenia się spełniają ]:->
    Filmik wyszedł świetnie, gratki dla kamerzysty. W przyszłości ustaw balans bieli :)

  3. magda napisal(a):

    aż trudno oderwać wzrok… Naprade fajny blog. Miło było mi tutaj pogościć i w Waszym domu również.

Zostaw odpowiedz