Kolejny wpis… jak gdyby nigdy nic  

Nawet sie nie bede tlumaczyl! To jest moj blog i bede na nim pisal tak czesto (rzadko) jak mi sie podoba… :P Co ja za to moge, ze mam rece pelne roboty? Do tego stopnia, ze ostatnie co mi sie chce po przyjsciu do domu to siedziec przed kompem! Czas sie jednak zreflektowac i zapodac mala aktualizacje (uwaga: w muszke zdjec!).

Jeszcze zanim wrzucilem ostatni wpis, ten ze zdjeciami, juz mialem zaleglosci blogowe. Albowiem wybralismy sie z Natalia oraz z Paulina i Mackiem na Kontynent. Trzy pelne wrazen i polykania km dni. Londyn-Dover-Calais-Bruggia-Antwerpia-Le Touquet-Calais-Dover-Londyn. Nawet nie wiem co napisac! (po tym zdaniu zawsze przychodzi mi cos do glowy, ale kasowac go nie bede dla zachowania porzadku myslowego…) Bruggia jest super, tysiac malutkich uliczek prawie nie skazonych wspolczesnoscia. Kierownikiem wycieczki byla Nataliowa, ktora chciala nas przegonic po kazdym najmniejszym zakamarku ale jako liczebniejsza grupa udalo nam sie Jej czasem przeciwstawic. Nasza nie-kierownicza trojka bardzo byla rozczarowana, gdy ze wzgledu na przedluzajacy sie obiad nie zdazylismy na zwiedzanie jakiejs waznej wiezy, na ktora trzeba sie bylo wspiac trzystu-cos-tam stopniami! Belgia slynie z czekolady i niestety nie udalo sie powstrzymac Gwiazdy przed wstapieniem do kazdego sklepu. No bo co sklep to przypominal Jej sie ktos, komu jeszcze trzeba kupic tabliczke, bombonierke czy cos tam czekoladowego… Nie musze chyba mowic, ze prawie nikt z tych osob swojego pieczolowicie wybieranego prezentu nie zobaczyl. Po pierwsze – trzeba bylo sprobowac kazdego rodzaju czekoladki czy aby sie na pewno nadaje na prezent a po drugie, sprzyjajace tego dnia slonce i dosc wakacyjna pogoda nie pomogly przetrwac czekoladzie, ktora sie stopila w jedna wielka mase… A skoro jestesmy juz przy temacie czekolady, okazuje sie, ze Maciek ma zdumiewajaca zdolnosc zjadania “calej czekolady” jednoczesnie zostawiajac polowe dla reszty!

Nocleg mielismy na dwie noce w Antwerpii i tak sie zlozylo, ze trafilismy na festiwal kultury. Ulice przyozdobione, jakies teatry, sceny, zywa muzyka, stragany, itp. Miasto nie tak malownicze jak Bruggia ale i tak nam sie podobalo. Pierwszego wieczoru wybralismy sie z Mackiem w poszukiwaniu jakiegos spozywczaka, zeby zaopatrzyc sie w prowiant na kolacje oraz w jakies piwko. Po dlugim bladzeniu w koncu trafilismy na pana “fiszi-miszi”, ktory tymi wlasnie slowami wytlumaczyl nam, ze jego maszyna fiskalna jest popsuta i nie drukuje jak trzeba, tworzac na wydruku owe fiszi-miszi.

W Antwerpii pelno bylo czekoladowych dloni i symbol ten non-stop sie powtarzal. Dopiero pozniej dowiedzielismy sie, ze Antwerpen – oznacza “rzucanie dlonia” a nazwa wywodzi sie z legendy o gigancie Antygonie, ktory pobieral myto za statki przeprawiajace sie przez rzeke Schelde. Ci, ktorzy nie chcieli zaplacic, konczyli bez dloni, ktora Antygon wyrywal i wyrzucal :D Taka oto wlasnie radosna legenda sprawila, ze polowa antwerpskich czekoladek jest w ksztalcie dloni…

Jak wspomnialem, w Antwerpii zabawilismy na dwie noce i drugiego wieczoru szwedalismy sie bez celu po starym miescie, az ostatecznie wyladowalismy w barze karaoke gdzie Gwiazda stracila swoje sceniczne dziewictwo. Niestety jej wybor padl na piosenke, ktorej nie znal nikt z nas, nikt w klubie i tylko cudem DJ mial ja gdzies nagrana. Najlepiej nie poszlo ale szacun za odwage i owacje od tubylcow byly :D

Ostatniego dnia skierowalismy sie do Le Touquet, do ktorego zwabila nas piaszczysta plaza i park wodny. Z przerazeniem uswiadomilem sobie, ze od dobrych 4 lat nie kapalem sie w zadnym morzu, jeziorze czy innej sadzawce. Natalia – bedac stworzeniem zdecydowanie wodnym – byla w siodmym niebie. Paulina i Maciek zrezygnowali z parku i zorganizowali sobie czas sami podczas gdy ja z Gwiazda taplalismy sie w chlorze przez dobre 4h!!! Dawno sie tak dobrze nie bawilem :)

A potem na dokladke dalem sie namowic Mackowi i zupelnie nieprzygotowani ubiorem wskoczylismy do morza. Zabawy bylo prawie tyle co w parku wodnym, tylko woda zupelnie slona :) Najwieksza przyjemnoscia bylo rozbijanie fal i wbieganie oraz wybieganie z wody na Davida Hasselhoffa…

Wyjechalismy na kontynent z zamiarem zlapania oddechu po wrazeniach z Polski i udalo sie. Atmosfera zupelnie swobodna a plan dosc mglisty i ustalany na biezaco. Wprawdzie jezory padaly nam pod stopy ze zmeczenia, ale psychicznie udalo nam sie odpoczac i choc troche pocieszyc wakacyjna pogoda.

Antwerpia: Kulinarnie sie nie wydurnialem: stek

Kulinarnie sie nie wydurnialem: stek

Bruggia: Macko

Bruggia: Gwiazda oglada sie za kolejna wystawa z czekolada…

Bruggia: Nastrojowo…

Bruggia

Bruggia: Jak Maciek i Paulina wygladaliby na obrazie Caravaggio

Bruggia: Ja na tym samym obrazie

Bruggia: Zakrecone uliczki

Bruggia: Nasze zony i negatywne psy…

Bruggia: Kolejno odlicz

Bruggia: Ale nam przykro :( Zamkniete!!!

Bruggia: Zobaczymy co z tego wyjdzie

Bruggia: Mala zabawa w Mustang-spotting

Antwerpia: Z gwiazdeczka

Antwerpia: Moja kawalerska koszulka robila furore

Antwerpia: To nie jest fototapeta!

Antwerpia: Wyglupy…

Antwerpia: Dlugo czytali :) Nic nie zaspiewali :(

Antwerpia: Moj wystep

Antwerpia: Gwiazda jako gwiazda

Antwerpia: Konsultacje. Bez Janiny ciezko...


Antwerpia: pod balonowym niebem


Antwerpia: Antygon rzucajacy dlonia


Antwerpia: Biegacz


Antwerpia: Dworzec Glowny


Antwerpia: Kolejne Mustangi :D

Le Touquet: Biegna…

Prom: Zmeczenie nauczylo mnie jogi :)

Jakis tydzien pozniej (czy jakos tak) byly urodziny Magdy, ktora teraz przemierza Indie, potem byly urodziny Basi polaczone z parapetowa – ale z tego wyjscia nie mam zdjec :( a na blogu Basi czy Damiana tez nic nie widzialem… A w ten weekend kolejne urodziny i kolejne spozywanie duzych ilosci… wszystkiego. Tym razem czas dogonil Pauline i to u nich sie bawilismy – glownie przy karaoke. Gwiazda, rozochocona widac “sukcesem” w Antwerpii ochoczo przystapila do walki o punkty i poszlo jej zadziwiajaco dobrze.

Spiewajaco!


Chor kobiecy...


Paulina zaczytana...


DJ Rafal


Aldona

Gdzies tam po drodze udalo nam sie nawet pojechac na Chelsea Cruise i zobaczyc kilka fajnych aut oraz zebrac pokazna ekipe :)

Chelsea Bridge: Paulina wypatruje meza, ktory lada chwila wroci z jakas przekaska...


Chelsea Bridge: Nie bardzo wiem co Adas wypatruje bo ciezko za wzrokiem podazyc...


Chelsea Bridge: Pokazna ekipa :P

I w ten oto sposob – wyjazdy, imprezy, spotkania, samochody i praca – zblizaja nas do zimy, ktora, znajac zycie, najpierw zagosci u nas na poddaszu :/ (ale mamy koc od mamy wiec sie nie bojamy).

Odpowiedzi 4 na wpis “Kolejny wpis… jak gdyby nigdy nic”

  1. Pavulon napisal(a):

    Bruggia jest mega fajnym miejscem, zatrzymalismy się tam na dwa dni jadąc w zeszlym roku Mustangiem do Polski :) Szkoda ze to tak dalego od nas :/

  2. Moni napisal(a):

    Dzięki za spełnienie mojej prośby!
    Ściskam Ciebie i czekoladową Gwiazdę :-*

  3. Maciej i Paulina napisal(a):

    No nareszcie sie doczekalismy relacji z tych ostatnich kilku tygodni, w ktorych tez mielismy maly udzial.
    Foty super, DJ Rafal (aka MC Hammer) rzadzi! ;-)

  4. Gosia Siostra napisal(a):

    Tomek rozmawialam ostatnio z Toba pare razy, ale nic sie nie chwaliles… ;-)

Zostaw odpowiedz