Zimno na plus pięć  

Jakoś tak się ostatnio dzieje, że blog ma zawsze z tydzień lub dwa opóźnienia. To pewnie wynik tego, że zima się przedłuża i czas reakcji jest spowolniony. Pędy i kwiaty cisną się na świat, ale nie mogą się przebić przez skorupę zimna, które spowiło Wyspy. Podobnie jak mój entuzjazm, który buzuje w środku szukając ujścia, ale na zewnątrz objawia się co najwyżej nerwowym tikiem w okolicach prawego oka. Na erupcję trzeba będzie poczekać…

Zdaję sobie sprawę, że nie mam na co narzekać z zimnem rzędu +5, zwłaszcza w porównaniu z -10 u rodziców, ale te +5 skutecznie powstrzymuje moją ochotę rozpoczęcia roku jakimś konkretnym wyczynem. Niech to nawet będzie zmiana opon w samochodzie, jakaś sesja zdjęciowa lub choćby ugotowanie ciekawego obiadu a nie ciągłe podgrzewanie zamrożonej pizzy :)

Choć właściwie to nie mogę narzekać na brak zajęć. “Coś” zawsze się dzieje i zajmuje mi sporo czasu. Tydzień temu pomagałem Maćkowi i Paulinie w malowaniu pokoju dla Hektora. Zeszło cały dzień plus kolejny na poprawki, które już się odbyły bez mojego nadzoru. Wczoraj pojechałem na odbiór i wygląda super. Maciek wkłada dużo wysiłku, żeby upewnić się, że jego pierworodny też będzie kochał amerykańskie auta a zwłaszcza Mustangi. Dlatego w pokoju nie ma aniołków, bałwanków czy innych klaunów tylko Shelby GT350 w ładnej rameczce, Eleanor z filmu Gone in 60 seconds oraz własnoręcznie malowana szachownica wyścigowa. Jak czas pozwoli ścianę ozdobią także logo Shelbiego i sylwetki Mustangów z każdej generacji… Mam tylko nadzieję, że te wysiłki nie spełzną na niczym i Hektor nie zostanie fryzjerem jeżdzącym kremowym SLK…..

Ostatni tydzień natomiast spędziłem probując doprowadzić moje auto do porządku, żeby przeszło badanie techniczne. Dopiero po miesiącu zdałem sobie sprawę, że jeżdżę bez badania i musiałem na gwałt wszystko załatwić. Samochód całkiem młody więc problemów nie przewidywałem. Jakież było moje zdziwienie kiedy oblali mnie dwa razy – raz za nieprzepisowe światła a drugi raz za tuleje przy wachaczach. Wszystko w końcu zmienione, certyfikat w ręku więc mogę się zabrać za sprzedaż auta. Tutaj wypada zaznaczyć, że nie mam tu na myśli Mustanga – staruszek póki co zostaje z nami!

Nawiązując do sprzedaży samochodu w płynny sposób przejść mogę do dylematu męczącego mnie ostatnimi czasy. Środek transportu musimy mieć i będę zmuszony poszukać jakiegoś zastępstwa. A z budżetem ograniczonym apetytem żony i potomkiem wyboru za dużego nie mam. Wiem, że to musi być auto rodzinne, solidne, bezpieczne i bezawaryjne, np. Toyota, ale jakiś diabełek wciąż podpowiada mi, że muszą być ciekawsze opcje. Auto, które nie tylko zabierze mnie z punktu A do B ale też dostarczy jakichś ciekawych emocji w trakcie jazdy. Siedzę więc przed kompem i zamiast skupić się na czymś konkretnym czytam recenzje i opinie użytkowników. Nie zrozumcie mnie źle – nie narzekam – właściwie to czuję się jak mały chłopiec z dychą kieszonkowego w kieszeni zastanawiający się, która zabawka będzie dla niego najlepsza. Czy może jakaś wyścigówka, czołg a może buldożer? I muszę mocno uważać, żeby nie skończyć z różowym autem lalki Barbie :)

Przy okazji planujemy nasz kwietniowy wyjazd do Polski – samochodem, którego jeszcze nie mamy. Nataliowa też rozgląda się za czterema kółkami ale trochę mniejszego kalibru. Nie zdawałem sobie sprawy, że wózki dla dzieci mogą być tak skomplikowane i tak drogie! Kiedyś wózek służył młodej mamie do łatwego przemieszczania się z domu na plac zabaw czy do parku. Teraz to narzędzie lansu, prestiżu i mody. Dlatego do każdego wózka można dokupić obicia z szerokiej gamy kolorów tak, żeby dopasować jego kolor do paznokci, butów czy innej torebki. Co mnie osobiście śmieszy ale i lekko przeraża. Cieszę się tylko, że dziecko i tak za nic ma swój ztuningowany środek transportu i z pierwszą kupką do temu wyraz.

Powoli przygotowując się do roli ojca podpatruję jak z dziećmi radzą sobie inni. Słucham porad znajomych, oglądam Supernianię i zamiast nabierać pewności jestem coraz bardziej przejęty i przestraszony. Na szczęście Nataliowa zdaje się być jedną z tych “krejzolek”, których pępkiem świata stanie się dziecko. Moja rola sprowadzi się więc do, podobnie jak robi to Maciek, zaszczepienia mu pasji motoryzacyjnej oraz okazjonalnej nagany słownej.

A dzisiaj, w Walentynki, siedzimy u Nataliowej w pracy gdyż musiała poprowadzić specjalną videokonferencję. Ja napisałem więc wpis na bloga a Nataliowa popracowała nad jakimiś swoimi sprawami. Wracamy niedługo do domu i zdaje się, że resztę niedzieli prześpimy…

Ciężarówka

Moja Ciężarówka


Moja Ciężarówka


Moja Ciężarówka


Pokój Hektora


Pokój Hektora


Pokój Hektora


Pokój Hektora - i dumny tatuś składa meble


Pokój Hektora - meble poskładane


Pokój Hektora - meble poskładane

Odpowiedzi 8 na wpis “Zimno na plus pięć”

  1. Pavulon napisal(a):

    fakt, z wozkami to jakas masakra jest, i jeszcze slysze ze do mustanga to musi byc retro wozek :) :)

  2. Jurek napisal(a):

    Samochód za którym się rozglądasz ma być” rodzinny” najlepiej bez bajerów (mniej napraw więcej gotówki)i ma dojechać z punktu A do punktu B i tyle.Najlepiej Toyota.Pamiętaj- koszty rosną.Bardzo ładne zdjęcia Natalii .Pozdrawiam.

  3. mama napisal(a):

    Natalia wygląda ślicznie. Nie myśl sobie , że Natalia będzie zajmować się synem a Ty autami. Za dużo nie czytaj bo zgłupiejesz. (teraz niektóre porady są porąbane). U nas w rodzinie są same Toyoty. Auta dla wnuka poszukam w Olsztynie. .

  4. Maciek i Paulina napisal(a):

    Aloha! Jak zwykle super sprawozdanie! Dzieki za pomoc w malowaniu ;-)
    Pzdr,

  5. ciotka Iga napisal(a):

    Nata wyglada przeslicznie,mam nadzieje ze tak samo dobrze sie czuje,Ciotka – babcia Iga

  6. Tomasz napisal(a):

    Chcialem tylko napisac, ze pokoj wymalowalismy w ostatniej minucie. Swiezo upieczony Hektor (wiem, wiem, dzieci to nie buleczki i przychodza na swiat troche inaczej….) bedzie sie wprowadzal juz dzis albo jutro. Gratuluje rodzicom!

  7. ks napisal(a):

    Miałem podpowiedzieć auto rodzinne, nawet kombi, ale stwierdziłem, że potem mnie Natalia udusi ( co najmniej jakbym puścił Lions sleep tonight) albo Rodzice. Więc “cicho słomka”. Pozdro dla Was z Krakowa, fajne foty, fajni ludzie.

  8. Domi napisal(a):

    Jesli Nata bedzie mieszkala poza miastem pamietajcie o duzych kolkach. Moj wozek jest rewelacyjny po miescie ale niedostosowany do polskich sniegow i lesnych wedrowek.

    Doswiadczona mama;)

Zostaw odpowiedz