Karpatki?  

Nawet nie wiadomo kiedy i na czym, w oka mgnieniu, upływają ponad 2 tygodnie. Obiecuję sobie, że dziś wieczorem siądę do bloga po czym coś odwraca moją uwagę i kolejny wpis się odwleka. Potem jestem poganiany z każdej strony, że już dawno nic nie pisałem a jak każdy piszący wie – jak nie ma weny to i nici z dobrego wpisu. No ale powiedzmy, że mam chwilę i ochotę na pisanie więc zobaczymy co z tego wyjdzie. Po takich w miarę intensywnych 2 tygodniach muszę się naprawdę wysilić, żeby przypomnieć sobie co robiłem albo gdzie byłem. Na szczęście zdjęcia pomagają bo na pamięć nie ma co liczyć…

Od niepamiętnych czasów (a dokładniej od kwietnia zeszłego roku) umawiamy się z Marleną i Bogusiem na odwiedziny. Stroud jest trochę nie po drodze, ale w końcu wpisaliśmy weekend do kalendarza i w nowym już samochodzie ruszyliśmy w kilkugodzinną podróż do Gloucestershire. Ostatni raz kiedy widziałem się z Marleną i Bogusiem to był nasz ślub, więc spory kawałek czasu temu. Gwiazda widziała się z nimi w Polsce jakoś pod koniec roku. Zawsze fajnie jest wyrwać się z Londka a okolice Stroud są dość urokliwe, więc bardzo nas nie trzeba było prosić. Żebyśmy nie zmienili jednak zdania co do wyjazdu, Marlena poinformowała, że czekać na nas będzie Karpatka. A jak wszyscy doskonale wiedzą – Karpatce się nie odmawia :)

Stroud

Stroud

Tak się dobrze złożyło, że pogoda tego weekendu dopisała a jak już pisałem wcześniej – słońca u nas jak na lekarstwo. Korzystając z pogody i ekstra pary rąk, wkręciłem Bogusia w pomaganie przy zmianie tarcz i hamulców w Subaru. Pokrzepieni Karpatką wzięliśmy się do roboty, żeby skończyć o rozsądnej porze. Po żmudnym przygotowaniu frontu robót i postawieniu auta na stojakach okazało się, że niejaki Tomek zamówił złe okładziny…. Licząc jeszcze na łut szczęścia podzwoniłem do paru sklepów, ale nigdzie na stanie nie mieli potrzebnych mi części. Trzeba więc było zawinąć cały przenośny warsztat i dzień – przynajmniej samochodowo – zaliczyć do nieudanych. Choć może nie do końca bo udało nam się jako tako sprawdzić auto Bogusia, w którym to – jak sam właściciel się przyznał – nigdy wcześniej nie otwierano maski :)

Wieczór minął nam na leniwym piwku, gadaniu i polskiej telewizji. No i ja nie straciłem z zasięgu wzroku oraz ręki Karpatki Marleny, którą wciągałem prawie tak szybko jak powietrze. Na szczęscie przezorna Marlena zrobiła jeszcze posiłkowego sernika w razie gdyby Karpatka za szybko poszła…. Mieliśmy skoro świt wstać i zaatakować okoliczne pchle targi ale jakoś dobrze nam się spało i obudziliśmy się o 10:00!!! Zanim wszamaliśmy śniadanie (i resztkę Karpatki oraz sernika ;) ) wszystkie miejsca już się pokończyły. Wybraliśmy się więc do Gloucester pokręcić się po dokach i wypić kawkę. Przy okazji skorzystałem z cenowej wiedzy tubylców i zaopatrzyłem się w nowe spodnie za śmieszne pieniądze. Na spodnie czas był już najwyższy bo została mi jedna para porządnych spodni a reszta nosiła mniej lub bardziej wyraźne ślady pracy przy samochodzie. Kto by przypuszczał, że olej przeleci przez ochronne ogrodniczki i zostawi ciekawą kompozycję na spodniach pod spodem….

Stroud - własnoręczne wychowywanie żony...


Stroud


Stroud - koniec Karpatki :(


Stroud - Gwiazda pozuje :)


Stroud - w kubkach taki sam kolor płynu co w kanale :)


Subaru - specjalnie dla Pana Górskiego

Pod koniec dnia zajechaliśmy do wspólnych znajomych, którzy – jako doświadczeni już dwukrotnie rodzice – dali nam garść porad, szczyptę wskazówek oraz ogromny worek ubranek dla noworodka! Nie wspomniawszy o bardzo dobrym domowym cieście (trzecim z kolei w ten weekend!!!!) Dzięki!

Suszarka pełna skarbów...

Tydzień minął na leczeniu obżarstwa i poszukiwaniu prawidłowych okładzin. Jako, że na mnie spadł obowiązek znalezienia wózka wziąłem się też w końcu do roboty i przeszukałem strony internetowe z poradami. Zgłupieć można szczerze powiedziawszy. Nie ma wózka idealnego. Jeden nadaje się do miasta i autobusów ale za to w ogóle nie sprawdzi się np. w lesie. Drugi za to odnajdzie się w terenie ale nie zmieści sie do bagażnika. Poza tym każdy ze znajomych z jakimś tam doświadczeniem w tej kwestii dawał sprzeczne porady: koniecznie na dużych kółkach, tylko nie bierz dużych i dmuchanych kółek, najlepiej spacerówkę bo i tak będzie za gorąco na wózek, tylko nie spacerówkę bo sobie palce poobcinasz przy składaniu…. No to zrobiłem tak jak z zakupem samochodu – wybrałem taki co mi się podobał z wyglądu :) Poza tym to i tak Nataliowa będzie się z tym wózkiem męczyć więc po co ja się przejmuję…..

Jako, że ceny wózków są chyba wymyślane z kosmosu zdecydowałem się na zakup używanego. Wybrałem sobie konkretny model i niczym zbójnik w lesie, czekałem na interetową okazję. Po kilku przegranych aukcjach w końcu upolowałem wymarzony wózek za rozsądne pieniądze. Do odbioru w weekend.

No właśnie – weekend. W piątek mieliśmy się spotkać z Gosią, Moniką i ich facetami na małym przyjęciu urodzinowym Gosi, ale jakoś zakręciliśmy z planami i przesunęliśmy to na sobote. Po południu, prosto ze zwiedzania Londka, dojechali więc do nas Monika z Wojtkiem, którym przez ponad 4 miesiące w tajemnicy udało się utrzymać ich wizytę / niespodziankę / prezent dla Gosi. Dużo było wtajemniczonych osób, ale nikt się nie wygadał. Nie widziałem reakcji Gosi na własne oczy, ale podobno było warto czekać tyle czasu. Uwielbiam takie spontany (choć ciężko mówić o spontanie trwającym 4 miechy….). Wieczorem pojechaliśmy więc na imprezę właściwą. Miał być pub i piwo a skończyło się na domówce i herbatkach. Towarzystwo w ciąży, chore, na antybiotykach albo na mocnym kacu :) Pogadaliśmy, pośmieliśmy się, nie zabrakło ciast i innych egzotycznych owoców bez smaku oraz lekcji na temat różnic między mózgiem kobiety a mężczyzny. Muszę stwierdzić, że zdecydowanie za rzadko się spotykamy w tym towarzystwie, ale teraz odkąd Paweł i Gosia mają auto nie będzie wymówek, że mają za daleko do nas z odwiedzinami :)

ur. Gosi - zajmująca rozmowa...


ur. Gosi - grupowo

Tak się niefortunnie złożyło, że kilka tygodni temu padł nam na prawie tydzień bojler. I nie jest to niczyja wina, ale jako “gospodarze” czuliśmy się w obowiązku zrekompensować jakoś niewygody naszym wspólokatorom. Wymyśliliśmy obiad dla wszystkich i w celu krzewienia północno-wschodniej kuchni polskiej zdecydowaliśmy się na babkę ziemniaczaną. Ustrojstwo smaży się godzinami więc postanowiłem po wstawieniu jej do piekarnika zabrać się w końcu za hamulce. Obiad dość się udał choć jak się okazało jedna duża forma to za mało na czterech głodnych chłopa i dwie niewiasty, z których jedna je za dwoje. Jestem pewien, że każdy musiał czymś dojeść :) i wyraźnie pamiętam jak Ewelina z Wojtkiem wychodzili na “spacer”, który pewnie był wyjściem na kebaba.

Wieczorem, na świeżych hamulcach, pojechaliśmy odebrać nasz zbójecko wygrany wózek i okazało się, że pakiet był bardziej kompletny niż nam się wydawało. Pobawliiśmy się trochę tymi wszystkimi skomplikowanymi dźwigniami, guzikami i rzepami po czym rozebrałem wszystko na części i wrzuciłem do pralki. Niedługo czeka mnie składanie tego z powrotem i już się obawiam, że jak zwykle coś zostanie po złożeniu….

Odpowiedzi 5 na wpis “Karpatki?”

  1. mama napisal(a):

    A może będą bliżniaki bo Stefek nie zdąży tych wszystkich ciuchów założyć.Jeszcze idzie paczka ze Stanów.Nie zrobiłeś fotki auta Natali i nie wiem czy pasuje kolorem do Subaru.Jak Ci zostaną części z wózka to przywież do Polski to rodzina pomoże.Ojciec stary praktyk , brat po Politechnice to może się uda.

  2. Gosia napisal(a):

    Zgadzam sie z czestrzymi wizytami no i teraz nie mamy wymowki :/ Bardzo dziekuje za wieczorek towarzystki i utrzymana w tajemnicy niespodzianke!! Sama mojej miny nie widzialam (a szkoda) ale bylo to mniej wiecej tak: oczy wieksze niz glowa i buzia otwarta jak u dentysty przy wierceniu zeba:). Dochodzilam do siebie caly wieczor i noc a rano upewnialam sie czy naprawde oni tu sa hihihi. Dzieki wielkie raz jeszcze.Ps :wszytskie filmy obejrzane…

  3. Bogus napisal(a):

    Maska samochodu byla otwierana. W niepamietnych czasach, a dokladnie w kwietniu ubieglego roku. Powinienes pamietac!

  4. natalia z harrow napisal(a):

    Alez Natalia sie zmienila! i nie tylko o wieksze gabaryty mi chodzi! chyba ze to tylko tak na zdjeciach :) pozdrawiam z polnocnego londka

  5. Adhe napisal(a):

    Qrczaki połflaki…auto dobrze wygląda…i cała reszta tez ;) …a ubranek dla dzieciaka nigdy za wiele bo po kilku pierwszych miesiacach skubance bez znaczenia ma tu płeć….zaczynaja wcierac wszystko co jedza w siebie…i na nic tu tłumaczenie ze jedzenie wnika najlepiej otworem gebowym :/..hehe. pozdro m8…a mało bym zapomnial a moze uda Ci sie zabrac rękawiczke od Ani Stani? taką maluteńka :D w tej chwili jest u Łukasza (sąsiada Ani), napisałem do niege list elektroniczny w którym poprosiłem o przemieszczenie rękawicy. CIao :)

Zostaw odpowiedz