Pierwszy wpis ;)  

Zmiana narratora…chwilowa, mam nadzieję. Bo prawda jest taka, że choć skończyłam polonistykę i wydałam ambitne dzieło kryminalne pod tytułem ‘Morderstwo w zaśnieżonym domku‘, włączone w ubiegłym roku do kanonu lektur obowiązkowych w gimnazjum, to jednak mój małż poszczycić się może zarówno lepszym stylem, jak i większym dorobkiem w postaci tego oto bloga.

Powodem milczenia tych internetowych stronic przez tak długi czas był fakt, że w naszym życiu ostatnio niewiele się dzieje. A może też dzieje się tyle, że nie wiadomo, jak to ugryźć i ile napisać, aby nie zanudzić czytelnika. Bo dzieciatych być może zainteresuje fakt zmiany koloru kupki naszego brzdąca bądź też ile razy się w nocy budzi by podenerwować, i tak nerwowych już, niewprawionych nowych rodziców, jednak szczerze wątpię, by była to wszechogarniająca większość czytelników blogu Tomka.

I z tychże złożonych powodów Tom powstrzymywał się przed uzupełnianiem dzieła, które uprawia już od lat dobrych trzech. Zniecierpliwiony moim i pozostałego otoczenia nagabywaniem, że może by coś napisał, lub choćby zdjęcia umieścił, odburknął w końcu zniecierpliwiony: ‘To sama coś napisz!‘. Dobra, pomyślałam, toć mogę! Tylko jak tu się można skupić, jak nasz dwumiesięczniak właśnie w momencie, kiedy złapałam wenę się budzi a niezwykle ciężko i dość niewydajnie się stuka w klawiaturę jedną ręką, drugą przytrzymując główkę i przemawiając czule do maleństwa, choć na wargi się ciśnie raczej – ‘Oj Ty gadzie, już byś w końcu usnął i pozwolił mamusi wykonać pierwszą w miarę intelektualną czynność od momentu twoich narodzin…‘ A tu pospolitość skrzeczy, cytując ‘Wesele‘ i oprócz obsługi dziecka 24/7 w moim życiu niewiele więcej się dzieje.

Jednak jest to blog Tomka. Rozdzielając swój czas pomiędzy Londyn, Stroud, Marzęcice i Olsztyn, jest on człowiekiem bardziej kosmopolitycznym i z pewnością mógłby Wam wiele ciekawych rzeczy, gdyby chciał, opowiedzieć. Jego szef zgodził się, by Tomek częściej przebywał w Polsce niż jego urlopowe 20 dni, ale musi też dużo częściej być w Stroud, gdzie jest druga siedziba jego firmy. Tak się składa (było już to wspomniane? Nie pamiętam!), że w Stroud już od kilku lat mieszkają nasi przyjaciele: Marlena i Boguś, którzy zgodzili się moim słomianym wdowcem zaopiekować, oferując mu dużo więcej niż wikt i opierunek, za co będziemy im dozgonnie wdzięczni. Na wikcie Marleny nie da się schudnąć, czego dowodem jest lekkie zaokrąglenie Tomka we wszelkich niewłaściwych miejscach już po tygodniu pobytu w Stroud. Tak się jednak składa, że moi oraz Tomka rodzice postawili sobie również ambitny cel utuczenia Tomka, co usilnie praktykują za każdym razem, jak przyjeżdża. Póki co jego przemiana materii broni sie sama, czego nie można powiedzieć o skórze, z czym wiąże się następna historia.

W Londynie Tomek mieszka u Piotrka, z którym łączy go: wspólna pasja samochodowa, nasz były współlokator i ojciec prześlicznej Wiki, Adam, i ostatnio wzajemne wklepywanie aloesu w obolałe plecki :) W ubiegłą niedzielę, wykorzystując moment lepszej pogody w Anglii, chłopcy pojechali nad morze. Ignorując to, co mądre kobiety w jego życiu – mama i żona powtarzają jak natrętne muchy – ‘tylko posmaruj się kremem z filtrem!’ nasz macho postanowił poopalać się bez ochrony, wklepując krem tylko w kark. Efekt – czerwona i spalona skóra całych pleców z wyjątkiem karku. To bliskie spotkanie ze słońcem, (‘którego przecież nie było, ja nie wiem, czemu jestem taki spalony…‘) zaowocowało też dość nudnymi rozmowami telefonicznymi, w których nad zielonymi kupkami dominował jednak temat spalonych pleców i pretensje, że się nad nim nie lituję i nie żałuje biedaka.

Na szczęście tydzień wcześniej, a nie później odbył się ślub brata Shereen, byłej modelki Tomka, na którym Tom robił zdjęcia. Widziałam zdjęcia i są moim zdaniem dobre, choć baaardzo tradycyjne (bo tak sobie życzyła Młoda Para), brakuje trochę tego szaleństwa i oryginalności naszych zdjęć ślubnych. Ba, nie każdy się jednak może poszczycić zdjęciami ślubnymi robionymi przez Damiana, Błażeja, Molka, Bogusia i Tizianę. Kilku fotografów, różne wizje artystyczne no i nieco bardziej ekscentryczna i skora do eksperymentów para ;)

W Londynie nocował też Tomek u Basi i Damiana, z którymi dnia następnego, a był to jakiś dzień weekendowy, udał się na typowy ‘english breakfast’. O czym rozmawiali, nie wiem, ale Tomek zadzwonił do mnie ‘zameldować się, pozdrowić od Basi i Damiana i zapytać, co to jest oksymoron‘. Można więc wywnioskować, że debata przy angielskim śniadaniu toczyła się na dość wysokim intelektualnym poziomie.
A teraz jest w Polsce i spędza czas na ‘byciu z żoną i synkiem’, naprawianiu Mustanga (czasami mi się wydaje, że on specjalnie coś tam w nim psuje, by potem mieć co naprawiać… ;) ), jeżdżeniu nad jezioro (przy jednoczesnym unikaniu słońca), jedzeniu lodów, odwiedzaniu krewnych i znajomych, zamiataniu przedpokoju (jego jedynym domowym obowiązku, który i tak potrafi zaniedbać…), organizowaniu reszty swoich wakacji (które ma już w sierpniu) i proszeniu, bym mu zdrapywała łuszczącą się skórę z pleców oraz pożałowała go trochę, bo boli (i on to mówi mi – kobiecie w połogu po porodzie naturalnym – hehe).

A wczoraj umyliśmy samochód mojego taty, bo nie wierzyłam, że sport ten spala tyle kalorii. Chcę zrzucić ciążowe kilogramy, ale energii starczyło mi tylko na jeden samochód, a nie na dwa jak zamierzałam. W końcu jestem jeszcze w połogu… ;)

Zrzucanie kilogramów

Zrzucanie kilogramów

Warto wspomnieć, że w tle wydarzeń osobistych, braliśmy też udział w wydarzeniach ważnych dla kraju – wyborach prezydenckich, doświadczyliśmy niespotykanych wręcz w Polsce upałów, gdy słupek rtęci pokazywał 30 stopni zarówno o 9 rano jaki i 7 po południu i wspieraliśmy lokalne małe biznesy chodząc na piwo (bezalkoholowe w moim przypadku) do Al Volcano.

Opalenizna Tomka na drugim planie :)


Ignaś


Ignaś


...tylko pamiętaj, żeby się posmarować...


Synek bywa tak głodny, że już sam za butelkę chwyta.

To chyba w telegraficznym skrócie tyle. Właśnie przeczytałam wpis i uświadomiłam sobie, że niewiele poświęciłam miejsca naszemu maleństwu, co czyni mnie niezbyt dobrą matką, a to, co napisałam, nie jest zbyt pozytywne, co czyni mnie matka wręcz wyrodną :D Wystarczy jednak spojrzeć na zdjęcia by widzieć, że nasz Ignaś na nieszczęśliwego z powodu takich a nie innych rodziców nie wygląda :D

Odpowiedzi 10 na wpis “Pierwszy wpis ;)”

  1. Tomasz napisal(a):

    Gwiazda! Bardzo dobrze sobie poradziłaś i przygotuj się na częstsze uzupełanianie braków wpisowych. Ale za niektóre teksty grozi Ci spanie w nogach!

    P.S. Jak ty będziesz w wieku Mustanga też się będziesz psuła…

    P.S.2. Schody zrobie jutro. Dzisiaj mi umknęło…

    P.S.3. DO ŁÓŻKA!!!!

  2. ciotka Iga napisal(a):

    No wreszcie ,wiadomo co sie u Was dzieje, Nata dzieki. Ignas wyglada cudownie.
    wcale nie jestes wyrodna matka.
    czekam na wiecej.

  3. ciotka Iga napisal(a):

    P.S wiecej zdjec Ignasia

  4. basia napisal(a):

    Hej hej, Natalko :) jak milo cos od Ciebie przeczytac. Dzieki jeszcze raz za oksymorona ;) trzymaj sie dzielnie i znajdz czasem czas zeby cos jeszcze napisac, wiem ze z malenstwem trudno o chwile dla siebie, ale matka tez musi czasem odpoczac, w szale macierzynskiej opiekunczosci nie zapominaj o tym!!!! xxx

  5. Maciek napisal(a):

    Aloha!
    Nareszcie jakies newsy!
    Pozdrawiam z Frankfurtu (Noch Ein Bier Bitte!)
    M

  6. Bogus napisal(a):

    Jakis czas temu przeprowadzilismy sie, wiec Tomek dzieli czas pomiedzy Marzecice, Olsztyn, Londyn, Stroud i NAILSWORTH. Mamy nadzieje, ze kiedys uda sie Wam nas cala trojka odwiedzic :)

  7. Adhe napisal(a):

    Hejka,

    Wyglądacie wspaniale! ( no może my m8 Tom troszke slabiej) ale cieszymy sie, że sobie wspaniale radzicie i Ignaś rośnie jak na ciasto na pączki. No dobra ja lece odstawic mała do tesciow.

    Pozdrawiam z Ursusa ;)

  8. PIT napisal(a):

    Hej :) Bardzo fajnie napisane Natalia , gratuluje i wez cos pisz czesciej bo ten twoj Tom to nic tylko gdzies ciagle lata i nawet ja do dogonic nie moge ;)

    Bardzo fajny bobasek, fajniusie zdjecia tez a najbardziej mi sie podoba to z plecami Toma ;D sam wcieralem aloes :D D ladnie ?:)

    Wiem , ze w pl teraz upaly niemilosierne , ale znajac twojego meza zraz pewnie zmontuje jakies aircon z kawalka starej lodowki i wykalaczki , wiec nie ma sie co martwic , poki co zazdrosze wam nadwodnych wypadow.

    Pozdrowienia dla calej Waszej 3jki i mam nadzieje ze uda mi sie Was odwiedzic we wrzesniu , wezme ze soba troche aloesu tak na wszelki :D D

    Pozdrawiam troche z Londynu, a troche z Gdanska ;)
    Ciao

  9. Gosia napisal(a):

    Super wpis a Ignas jest slodziutki. Czekamy na wiecej Ciebie na blogu , zdjec Ignasia z upartym Tomaszem :) Bo kobiet trzeba sie sluchac! ;) Pozdrawiamy

  10. Alicja napisal(a):

    Oby tak dalej siostra :) i wracaj do Londynu szybko, a tomek to moze w koncu do mnie i Madzi na obiad by przyjechal co ?

    buzka

Zostaw odpowiedz