Dzien 9: Detroit

niedziela, Marzec 23rd, 2008

Tak jak obiecalem, donosze z Detroit. Nic ciekawego sie nie dzieje. Pipijamy sobie Starbucksa dla zabicia czasu. Fontannta jak tryskala tak nadal tryska. Ludzie dookola chodza, albo stoja albo leza… Nuda Panie! Nuda!

dzien 9: lotnisko Detroit

dzien 9: lotnisko Detroit

dzien 9: lotnisko Detroit

dzien 9: lotnisko Detroit

dzien 9: lotnisko Detroit

dzien 9: lotnisko Detroit

Dzien 9: koniec urlopu

niedziela, Marzec 23rd, 2008

Tak oto nadszedl koniec naszego wypadu. Po 100-krotnym sprawdzeniu czy to wlasciwe lotnisko i czy godzina sie zgadza, siedzimy na lotnisku Newark ale wcale nie chce nam sie jechac. Zwlaszcza Natalii, ktora nie lubi latac a czeka nas jeszcze przesiadka w Detroit. Stamtad znowu cos napisze jesli cos ciekawego sie wydarzy…

Dzien 8: Swieta, swieta

sobota, Marzec 22nd, 2008

Dnia 8 sobie odpoczywalismy, wydajac ostatnie pieniadze. Szczerze powiedziawszy to tych ostatnich pieniedzy juz nie bylo, wiec poszlismy na zakupy z karta kredytowa w reku. Moj bagaz bedzie mial nadwage po tym wypadzie na zakupy :)

Najpierw poczynilismy zakupy spozywcze co by niczego nie zabraklo na stole jutro. Potem udalismy sie na szoping do centrum. Troche kasy peklo ale “co my za to mozemy”? Przeciez wakacje mamy i okazji co nie miara na usprawiedliwienie wydatkow :D

Wieczorkiem urzadzilismy sobie rodzinne spozywanie napojow wyskokowych. Siostry mialy okazje wykazac sie jako barmanki i nawymyslaly jakichs kolorowych trunkow. Przy okazji nasmialismy sie do lez ogladajac nasze filmiki z dziecinstwa. Dopiero po czasie czlowiek docenia, jak wielkim wynalazkiem byla kamera VHS. Dzieki temu moglismy teraz poogladac Tomka doprowadzajacego najmlodsza Belke do lez przez gume do zucia, ktora wtedy byla artykulem deficytowym, oraz Emilke i Goske spiewajace piosenki z przedszkola.  A zabawy naszych rodzicow… ;)

Kilka zdjatek z tegoz wieczoru:

dzien 8: party

dzien 8: party

dzien 8: party

dzien 8: party

dzien 8: party

dzien 8: party

dzien 8: party

Dzien 7: Ostatni dzien na mecie oraz TEN dzien :)

sobota, Marzec 22nd, 2008

Dzisiaj musimy wyprowadzic sie z naszej tymczasowej mety na Manhattanie. Bylo fajnie, domowo, troche zimno w nocy i te odglosy z kazdej strony… ale poza tym zajebiscie :) . Ten dom naprawde zyl i oddychal. Albo jakies rury piszczaly i ocieraly sie o drewniana podloge jak sie robily gorace, albo golebie walily skrzydlami o szyby probujac utrzymac sie na mikrym parapecie. To znowu myszy harcowaly po kuchni. Wlaczaly sie budziki. Mysle, ze mozna sie do tego wszystkiego przyzwyczaic, ale oboje mielismy problemy z wyciszeniem tych odglosow. Tesknimy za naszym wlasnym lozkiem na naszym strychu…

Z samego rana poszlismy zrobic z Natalii Carrie Bradshow i pstryknalem Nataliowej fotke na schodach z serialu! Wow!

dzien 7

dzien 7

Obowiazkowy telefon do domu…

dzien 7

dzien 7

dzien 7

Mielismy do wykorzystania jeszcze jedna wejsciowke i w koncu zdecydowalismy sie na Mr Ripley’s Believe it or Not! Takie muzeum osobliwosci: najgrubsza osoba swiata, najwyzszy facet, najwieksza dlon, owca z dwiema glowami, miniaturowe glowy i inne ciekawostki. Sala tortur, sala masek afrykanskich, male kino z sensacyjnymi sensacjami na sensacyjne tematy pokazane w sensacyjny sposob! Pierdoly….

dzien 7
Zelazna dziewica

dzien 7

Za to wieczorem gwiazdy ulozyly sie w kosmiczna konstelacje i wiedzialem, ze to bedzie Ten wieczor. Najpierw napotkalismy pieknego Mustanga, potem dobrze zjedlismy w ciekawej jadlodajni. Ja nie bedac za bardzo wyszukany w moich kulinarnych gustach wybralem steka, ktorego zapilem piwkiem Peroni. Natalia zdecydowala sie na lososia ze szpinakiem i slodkimi ziemniakami. Na deser zjedlismy francuskiego cycka (French Brest) po naszemu: ”ekler”. Z pelnymi brzuchami i dobrymi humorami wybralismy sie okrezna droga do domu zahaczajac o nabrzeze, gdzie przy coraz liczniejszych swiatlach Manhattanu budzacych sie do nocnego zycia zadalem Natalii PYTANIE! Kompletnie zbita z tropu i zaskoczona po chwili wahania odpowiedziala: TAK.

dzien 7

dzien 7

Ech magia Nowego Jorku…

Dzien 6: Obiad

piątek, Marzec 21st, 2008

Dzisiaj postanowilismy urzadzic sobie lekki dzien, taki bez cisnienia. Dlatego wybralismy sie do Liberty Science Center. To takie miejsce jak Launch Pad w londynskim Science Museum, tylko kilkupietrowy.

Wieczorem Natalia przygotowala obiad u Ciotki dla wszystkich (krewetki i basmati w Thai Sweet Chilli…. MNIAM!) i tym oto sposobem dzien sie zakonczyl. Lekko i bez cisnienia :)

dzien 6: Tomek w rurze