Dzien 9: Detroit

Tak jak obiecalem, donosze z Detroit. Nic ciekawego sie nie dzieje. Pipijamy sobie Starbucksa dla zabicia czasu. Fontannta jak tryskala tak nadal tryska. Ludzie dookola chodza, albo stoja albo leza… Nuda Panie! Nuda!

Dzien 9: koniec urlopu

Tak oto nadszedl koniec naszego wypadu. Po 100-krotnym sprawdzeniu czy to wlasciwe lotnisko i czy godzina sie zgadza, siedzimy na lotnisku Newark ale wcale nie chce nam sie jechac. Zwlaszcza Natalii, ktora nie lubi latac a czeka nas jeszcze przesiadka w Detroit. Stamtad znowu cos napisze jesli cos ciekawego sie wydarzy…

Dzien 8: Swieta, swieta

Dnia 8 sobie odpoczywalismy, wydajac ostatnie pieniadze. Szczerze powiedziawszy to tych ostatnich pieniedzy juz nie bylo, wiec poszlismy na zakupy z karta kredytowa w reku. Moj bagaz bedzie mial nadwage po tym wypadzie na zakupy 🙂 Najpierw poczynilismy zakupy spozywcze co by niczego nie zabraklo na stole jutro. Potem udalismy sie na szoping do centrum.… Continue reading Dzien 8: Swieta, swieta

Dzien 7: Ostatni dzien na mecie oraz TEN dzien :)

Dzisiaj musimy wyprowadzic sie z naszej tymczasowej mety na Manhattanie. Bylo fajnie, domowo, troche zimno w nocy i te odglosy z kazdej strony… ale poza tym zajebiscie :). Ten dom naprawde zyl i oddychal. Albo jakies rury piszczaly i ocieraly sie o drewniana podloge jak sie robily gorace, albo golebie walily skrzydlami o szyby probujac utrzymac sie na… Continue reading Dzien 7: Ostatni dzien na mecie oraz TEN dzien 🙂

Dzien 6: Obiad

Dzisiaj postanowilismy urzadzic sobie lekki dzien, taki bez cisnienia. Dlatego wybralismy sie do Liberty Science Center. To takie miejsce jak Launch Pad w londynskim Science Museum, tylko kilkupietrowy. Wieczorem Natalia przygotowala obiad u Ciotki dla wszystkich (krewetki i basmati w Thai Sweet Chilli…. MNIAM!) i tym oto sposobem dzien sie zakonczyl. Lekko i bez cisnienia 🙂