…od ostatniego wpisu a ja już mam spore zaległości blogowe. Ale po kolei. Nowy Rok (o czym nie wspomniałem w poprzednim wpisie) powitał mnie lekko szokującą informacją – moja firma połączyła się z jednym z naszych partnerów i w ten sposób powstał learningNexus. Nie byłoby w tym nic szokującego gdyby nie fakt, że jako jeden z grupy technicznej podpadłem pod nowego współzarzadzającego. Widziałem gościa tylko parę razy i naprawdę nie wiem czego sie po nim spodziewać. Teraz, po miesiącu rozmów, ustaleń i spotkań przynajmniej wiem, że moje stanowisko jest niezagrożone.
Tradycją już jest, że powroty do londyńskiej rzeczywistości zaczynają się od odpoczynku. Pisałem o tym zjawisku nie raz i powtarzanie się nie ma sensu. Napiszę tylko, że jest sobota, wstaliśmy o 11:00, siedzimy w domu a ja nie mam planu
I jest mi z tym dobrze – przynajmniej dzisiaj.
Nie wiem czy polskie media poświęciły choć trochę czasu pewnemu wydarzeniu, któremu, oprócz “ataku zimy” i groźbie świątecznych strajków British Airways na Heathrow, udało się zdominować brytyjskie media. Niektórym znany może być program X Factor (odpowiednik polskiego Idola), który od ładnych kilku lat produkuje “artystów” i zalewa ich “przebojami” listy. Nie bez przesady można powiedzieć, że sam program, jego uczestnicy oraz sędziowie są nieustannie na ustach większości wyspiarzy. Człowiekiem stojącym za całym programem jest Simon Cowell (odpowiednik polskiego Kuby Wojewódzkiego – sarkastyczny, bezpośredni i nie owijający w bawełnę). Cowell to producent muzyczny, jeden z najbogatszych ludzi w UK oraz dyktator kreujący gusta muzyczne przeciętnego anglika. Jak łatwo się domyśleć – nie każdemu może się to podobać a fakt, że jego “produktom” od pięciu lat udaje się zdominować prestiżową, przedświąteczną listę przebojów tylko dodaje oliwy do ognia…
Ja zawsze jestem przerażony! Uświadamiam sobie, że właśnie minął rok i, że znowu się będę musiał do nowej daty przyzwyczaić (a dopiero w listopadzie opanowałem automatyczne wpisywanie 2009). Potem zdaję sobie sprawę, że nie mam pomysłu co podpowiedzieć Mikołajowi w sprawie prezentów dla bliskich. Wtedy, powołując się na moją niesforną osobowość (taaaa jasne….) oraz w imię walki z komercjalizacją Świąt, próbuję (jak dotąd bezskutecznie) wymigać się od dawania sobie prezentów. Ostatecznie jakoś to wszystko wychodzi ale co się namęczę i napocę to moje.
Co zrobić? Jesteśmy coraz starsi i choćbyśmy siedzieli stoicko jak Jancio Wodnik, czasu nie cofniemy. Ba! nawet go nie zatrzymamy ani nawet na chwilę nie zwolnimy. Jedyna opcja to otaczać sie coraz młodszymi, jak np. Maciek. Po trzydziestce, zmienia sie matemtyka liczenia wieku i wkraczamy w liczby urojone. Jesteśmy coraz starsi ale zachowujemy się jak coraz młodsi?



